XX inauguracja roku akademickiego 2011/2012 w Akademii Polonijnej imienia Ryszarda Kaczorowskiego w Częstochowie.

2011-10-14 10:35:02

Sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa dr hab. Andrzej Krzysztof Kunert 8 października 2011 roku, wziął udział w XX inauguracji roku akademickiego 2011/2012 w Akademii Polonijnej imienia Ryszarda Kaczorowskiego w Częstochowie.

Prezentujemy wystąpienie Sekretarza Rady OPWiM dr hab. Andrzeja Krzysztofa Kunerta, które wygłosił podczas inauguracji roku akademickiego w Akademii Polonijnej im. Ryszarda Kaczorowskiego w Częstochowie połączonej z odsłonięciem pomnika PATRONA.

22 grudnia 1990 r. na Zamku Królewskim w Warszawie, ostatni Prezydent Drugiej Rzeczypospolitej na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał uroczyście urząd i przywiezione z Londynu insygnia prezydenckie Lechowi Wałęsie, pierwszemu prezydentowi wybranemu w wyborach powszechnych w kraju, mówiąc przy tym: Przez długie lata od tragicznego roku 1939 insygnia te były zarówno naszym atutem prawnym, jak i symbolem wiary w odbudowę umęczonego kraju.

Prezydent Wałęsa oświadczył wówczas: Władza moralna i polityczna uległa zjednoczeniu, a wydawana w Londynie „Rzeczpospolita Polska” (będąca organem Rządu RP na uchodźstwie) w wydaniu specjalnym, poświęconym owej uroczystości, na pierwszej stronie wybiła tytuł: Narodziny III Rzeczypospolitej.

W ten sposób Trzecia Rzeczpospolita przejęła już w dniu narodzin dorobek i legendę Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Pięćdziesięcioletnie dzieje tego niezwykłego państwa – nazywanego Rzeczypospolitą na wygnaniu i Rzeczypospolitą miejsc postoju – datujemy od 30 września 1939 r., gdy dwa dni po podpisaniu w Moskwie Niemiecko-sowieckiego układu o przyjaźni i granicy, będącego faktycznie aktem IV rozbioru Polski, przysięgę złożył w Paryżu pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej na uchodźstwie Władysław Raczkiewicz, który tego samego dnia powołał pierwszy rząd na wygnaniu (później od 1940 r. urzędujący w Londynie).

Utrzymanie (dzięki odpowiedniemu zapisowi w Konstytucji Kwietniowej) konstytucyjnej ciągłości najwyższych władz państwowych suwerennej Drugiej Rzeczypospolitej – mimo okupacji całego jej terytorium – stało się w czasie II wojny światowej (obok walk żołnierzy polskich na wszystkich niemal jej frontach oraz działalności i walk Polskiego Państwa Podziemnego) jednym z trzech najważniejszych powodów, dla których nazywano wówczas Polskę, pierwszego i najwierniejszego alianta – chorążym wolności i natchnieniem świata...

Kiedy po klęsce Francji w czerwcu 1940 r. król Wielkiej Brytanii witał na wyspach brytyjskich Prezydenta Władysława Raczkiewicza, witał w jego osobie zwierzchnika Polskich Sił Zbrojnych, jedynej armii alianckiej, która nadal dochowywała danego słowa. O tej scenie napisał później – po śmierci Prezydenta Raczkiewicza – wielki polski poeta Jan Lechoń, że jest w niej zamknięty cały honor polskiej historii.

Krótko po zakończeniu II wojny światowej w Europie, w lipcu 1945 r. prawowite władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie prze¬stały być uznawane przez obce kancelarie dyplomatyczne, były jednak one akredytowane w sercach polskich w ojczyźnie i na emigracji – jak powiedział Prezydent Ryszard Kaczorowski podczas uroczystości 22 grudnia 1990 r.

Owa akredytacja moralna to celna definicja fenomenu Rzeczypospolitej na uchodźstwie – wiernego i upartego trwania przez pół wieku przy zasadzie ciągłości państwowego bytu i przy zasadzie suwerenności. Owa akredytacja moralna dotyczyła w pierwszym rzędzie sześciu Dostojnych Wygnańców, kolejnych Prezydentów Rzeczypospolitej na uchodźstwie, uznawanych za symbole naszej suwerenności i majestatu Rzeczypospolitej.

Wszyscy oni do końca życia pozostali wierni przyrzeczeniu harcerskiemu: Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, choć tylko dwaj byli harcerzami... Wszyscy Polsce służyli i o wolną i suwerenną Polskę walczyli, choć tylko trzej w mundurach... Wszyscy pozostali wierni zawołaniu poety-żołnierza z roku 1939: Do wolnej Polski nam powrócić daj!, choć mógł wrócił do Niej tylko jeden, ostatni...

Wrócił wypełniając zapowiedź pierwszego z sześciu wygnańczych prezydentów – Władysława Raczkiewicza – ogłoszoną w orędziu do narodu 29 czerwca 1945 r.: Prawo Rzeczypospolitej włożyło na mnie obowiązek przekazania po zawarciu pokoju urzędu Prezydenta Rzeczypospolitej w ręce następcy powołanego przez Naród w wolnych od wszelkiego przymusu i wszelkiej groźby, demokratycznych wyborach. Uczynię to niezwłocznie, gdy Naród będzie w stanie wyboru takiego dokonać.

Otwierając III Światowy Zjazd Wolnych Polaków w Londynie w dniu 15 września 1989 r. – trzy dni po powołaniu przez Sejm rządu Tadeusza Mazowieckiego – Prezydent Ryszard Kaczorowski przypomniał słowa Tadeusza Kościuszki sprzed 200 lat: Pierwszy krok do zrzucenia niewoli jest odważyć się być wolnym i zakończył swoje wystąpienie krótkim oświadczeniem: Na sztandarach naszych mieliśmy wypisane hasła «Bóg, Honor i Ojczyzna». Pozostaliśmy im wierni. Wierzę, że Bóg pozwoli wrócić nam z honorem do Ojczyzny. A mottem tamtego zjazdu było hasło:Nadal w służbie Rzeczypospolitej Polskiej.

Przekazanie 22 grudnia 1990 r. na Zamku Królewskim w Warszawie przez Ryszarda Kaczorowskiego Lechowi Wałęsie insygniów prezydenckich oznaczało spełnienie się przepowiedni innego Ryszarda (poety Ryszarda Kiersnowskiego), który trzy lata po zakończeniu II wojnie światowej napisany dla syna wiersz pod tytułem Rzeczpospolita zakończył wizją wyimaginowanej sceny przed Zamkiem Królewskim w Warszawie:

[...] Na wieży zamkowej proporzec Mignie nam biało-czerwono, A na nim będzie nasz orzeł, To znaczy, że będzie z koroną. Powiem ci wtedy krótko, Streszczając słowa do zdania: Tu mieszka Rzeczpospolita, Którą przywiózł prezydent z wygnania...

*

Ten sam poeta wcześniej, w roku 1942, w Testamencie poległych, w imieniu tych wszystkich, którzy oddali życie za Polskę w okupowanym kraju i na wszystkich frontach drugiej wojny światowej, zapisał ich prośbę do potomnych:

A gdy dzieci zapomną, że mieszkały w schronach, , Że widziały dni straszne, ponure i krwawe – , Niechaj tylko to jedno pamiętają o nas, , Żeśmy padli za wolność, aby była p r a w e m. ,

Obecni na tej sali studenci rozpoczynający dziś swój pierwszy rok akademicki w Akademii Polonijnej imienia Ryszarda Kaczorowskiego mają to szczęście, że od urodzenia są obywatelami wolnej i suwerennej Trzeciej Rzeczypospolitej, że dla nich wolność jest prawem. Mają także to szczęście, że mogą studiować w uczelni, której Patron jest symbolem wiernej służby Polsce pokolenia urodzonego w wolnej Drugiej Rzeczypospolitej, a tak tragicznie później doświadczonego.

Prezydentowi Ryszardowi Kaczorowskiemu i jego rówieśnikom nie dane było wywalczyć Polsce pełnej wolności z bronią w ręku, ale przez powojenne 44 lata (czyżby mickiewiczowskie a imię jego będzie czterdzieści i cztery,) byli strażnikami suwerenności Rzeczypospolitej.

Wcześniej naszą i teraz waszą powinnością jest doceniać ten największy dar. Powiedziałem: naszą powinnością... .

Należę do pokolenia, urodzonego w 1952 r., roku przyjęcia w Warszawie konstytucji PRL, zatwierdzonej przez Józefa Stalina. Dopiero dwanaście lat po ukończeniu studiów historycznych mogłem w 1988 r. przyjechać do Londynu, gdzie miałem zaszczyt poznać ówczesnego ministra spraw krajowych Ryszarda Kaczorowskiego. Od 1990 r. (z nominacji premiera Tadeusza Mazowieckiego, powtarzanej później przez kolejnych premierów) jestem członkiem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, w której od 1992 r. przez lat osiemnaście miałem honor zasiadać obok Prezydenta Kaczorowskiego aż do Jego tragicznej śmierci w katastrofie smoleńskiej w 2010 r.

W 1976 r. na Uniwersytecie Warszawskim obroniłem pracę magisterską o wojskowym wymiarze sprawiedliwości Armii Krajowej, i większą część zawodowego życia poświęciłem dziejom Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej, najpiękniejszej armii podziemnej w historii Polski. A Prezydent Ryszard Kaczorowski zaraził mnie miłością do Armii generała Andersa, najpiękniejszej armii regularnej w historii Polski... Najbardziej niezwykłej ze wszystkich armii alianckich w czasie II wojny światowej, jako jedynej składającej się wyłącznie z jeńców, więźniów i zesłańców, i dowodzonej przez jeńców i więźniów... Jedynej z armii alianckich, której szlak wiódł przez trzy kontynenty z Europy przez Azję i Afrykę ponownie do Europy... Armii, w której szeregach w bitwie o Monte Cassino brało udział dwóch przyszłych prezydentów Rzeczypospolitej – Stanisław Ostrowski (do 1939 r. ostatni prezydent polskiego Lwowa) i Ryszard Kaczorowski... To o żołnierzach tej armii dowódca alianckiej 15. Grupy Armii we Włoszech gen. Harold Alexander, dekorując ich dowódcę generała Andersa brytyjskim Orderem Łaźni tydzień po zdobyciu Monte Cassino, powiedział: Jeżeli by mi dano do wyboru pomiędzy jakimikolwiek żołnierzami, których chciałbym mieć pod swoim dowództwem, wybrałbym was, Polaków...

Cztery lata temu miałem honor oprowadzać Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego po wystawie poświęconej Armii Andersa (według scenariusza mojego autorstwa) w Warszawie. Nie zdążyłem razem z Nim otworzyć tej wystawy w wersji rosyjskojęzycznej w czerwcu bieżącego roku w Państwowym Muzeum Historii Politycznej Rosji w Sankt Petersburgu i we wrześniu bieżącego roku w Charkowie na Ukrainie. Ale On wie, że tytuł wystawy, zaczerpnięty z wiersza Mariana Hemara: Dom jest daleko. Polska wciąż jest blisko, jest hołdem oddanym Jemu i Jego Pokoleniu.